Archiwa

08.03.2017

Modlitwa o pogodę ducha

 Boże, użycz mi pogody ducha,

abym godził się z tym,

czego nie mogę zmienić.

Odwagi, abym zmieniał to,

co mogę zmienić.

I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Pozwól mi co dzień

Żyć tylko jednym dniem

i czerpać radość z chwili, która trwa;

i w trudnych doświadczeniach losu ujrzeć

drogę wiodącą do spokoju;

i przyjąć – jak Ty to uczyniłeś

– ten grzeszny świat takim,

Jakim on naprawdę jest,

a nie takim jak ja chciałbym go widzieć;

i ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli,

to wszystko będzie jak należy.

Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście,

a w życiu przyszłym, u twego boku, na wieki posiadł

szczęśliwość nieskończoną.

Marek Aureliusz

01.03.2017 środa popielcowa

wczoraj przypadkiem wyrzuciłam bez możliwości powrotu wszystkie zakładki. najpierw przeklinałam. po godzinie odtwarzając co istotniejsze sprawy … tych ważnych otworzyłam kilka. czyżby sprzątanie samo do mnie dotarło? mambałaga … tak miało być.

40 dni z hakiem, z postanowieniami, „ma nas boleć”, kawa z Agą.

K O N D Y C J A   D U S Z Y

poranne „słowo nie z ambony” w Radio Em:

umiar = cnota

zazdrość jest początkiem grzechu (10 kazanie). zazdrość zawsze powoduje smutek. zwróć uwagę jaki jesteś.

chciwość = idolatria bałwochwalstwo, czczenie bożków.

chęć posiadania.

Straszne Rekolekcje z o. Adamem. poziomy odczytywania Apokalipsy. Wreszcie nastał ten czas, czas na lekturę i nową interpretację. wreszcie :) „Oto człowiek” jako uzupełnienie. znajdź swój rejon zmiany? mam. cholernie ważny.

ks Małkowski na wspólnej stronie z p. Wojciechem i p. Budzyńskim http://blog.wsr24.pl/w-dniu-rozpoczecia-wielkiego-postu/

„Jak się przeciwstawić obecnej w życiu publicznym, w środkach przekazu, w antysztuce i antykulturze orgii bluźnierstw, kłamstw i zniewag?”

pocieszenie.

Droga świętych polega na tym, żeby poskramiając siebie, oczyścić swój umysł z wszelkich wyobrażeń o swojej doskonałości, pretensjonalnego osądu „ja wiem lepiej”. Wszystko po to, aby uzyskać pokorę.” o. Pałys

autorytet

z łac. auctoritas – (powaga, znaczenie) – pojęcie mające kilka odmiennych, choć nakładających się często znaczeń. Społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach.

W kwestii wiary największym moim autorytetem spośród żyjących jest Benedykt XVI. Skromny i pokorny, niesamowity umysł, teolog którego można czytać i czytać, pełen poczucia humoru. Poniżej postanowiłam wklejać na bieżąco wszelkie cytaty, które są dla mnie cenne.

„Konieczne jest, by kapłani mieli świadomość, że cała ich posługa nigdy nie powinna wynosić na pierwszy plan ich samych lub ich opinie, ale Chrystusa. Każda próba stawiania siebie w centrum celebracji liturgicznej sprzeciwia się tożsamości kapłańskiej. Kapłan przede wszystkim jest sługą i winien ciągle starać się być znakiem, który jako posłuszne narzędzie w rękach Chrystusa, odsyła do Niego. Wyraża się to szczególnie w pokorze, z jaką kapłan przewodzi liturgii, w posłuszeństwie wobec obrzędu, służąc mu sercem i umysłem, unikając wszystkiego, co może sprawiać wrażenie niestosownego stawiania siebie na pierwszym miejscu. Polecam zatem duchownym, by zawsze pogłębiali świadomość własnej posługi eucharystycznej jako pokornej służby wobec Chrystusa i Jego Kościoła. Kapłaństwo, jak mawiał św. Augustyn, jest amoris officium – urzędem dobrego pasterza, który ofiaruje swoje życie za owce.”

„Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki.”

„Po Soborze Watykańskim II powstało wrażenie, że w sprawach liturgii papież może właściwie wszystko, szczególnie jeśli działa w imieniu soboru powszechnego. Ostatecznie w świadomości Zachodu idea odgórności liturgii, która nie jest podatna na dowolne jej „robienie”, w dużym stopniu zanikła. W rzeczywistości jednak Sobór Watykański I bynajmniej nie definiował papieża jako absolutnego monarchy, lecz przeciwnie – jako gwaranta posłuszeństwa wobec posłanego Słowa. Pełnomocnictwo papieża związane jest tradycją wiary, a to obowiązuje także w zakresie liturgii. Liturgia nie jest “robiona” przez urzędy. Również papież może być jedynie pokornym sługą jej prawidłowego rozwoju oraz jej trwałej integralności i tożsamości.”

„Ta mniej liczna grupa będzie promieniować radością w świecie. A więc jest to atrakcja, jak w dawnym Kościele. Nawet gdy Konstantyn uczynił z chrześcijaństwa religię państwową, liczba wiernych w tamtych czasach była niewielka, ale było oczywiste, że jest przyszłość. (…) A zatem, powiedziałbym, że jeśli będziemy mieli młodych ludzi z prawdziwą radością wiary i promieniowanie tej radości wiary, to będzie to przesłanie dla świata: „Nawet jeśli ja nie umiem tego podzielać, nawet jeśli w tej chwili nie potrafię się na to nawrócić, to jest to właściwy sposób życia na przyszłość.”

„Z dzisiejszego kryzysu wyjdzie Kościół jutra. Kościół, który wiele utracił, stanie się maluczkim i będzie musiał zaczynać od początku. Nie będzie już mógł wypełnić wiernymi świątyń, które zostały zbudowane w okresach wielkiej „koniunktury”. Wraz z liczbą swoich zwolenników utraci wiele przywilejów w społeczeństwie, ale będzie się czuł silniejszy niż dotychczas, bo będzie dobrowolną wspólnotą, złożoną ze zdecydowanych ludzi. Jako mała społeczność będzie o wiele mocniej angażował inicjatywę swoich poszczególnych członków. W wierze i modlitwie pozna znowu swoje właściwe centrum, a sakramenty przeżywać będzie znowu jako służbę Bożą, a nie jako problem struktury liturgicznej.”

„Służalczość pochlebców, tych, którzy unikają i obawiają się wszelkiego starcia, którzy cenią nade wszystko święty spokój, nie jest prawdziwym posłuszeństwem. To, czego Kościół dzisiaj potrzebuje, tak jak zresztą zawsze potrzebował, to nie pochlebcy pomagający zachować święty spokój, ale ludzie gotowi stanąć twarzą w twarz wobec każdego nieporozumienia i ataku, które może sprowokować ich postawa, jednym słowem ludzie, którzy bardziej kochają Kościół niż wygodne i bezkonfliktowe życie.”

„Wielką pokusą – i zdradą tożsamości Kościoła – jest przeobrażanie go w jakiś utopijny ruch, którego jedynym celem jest zmiana świata na lepszy. Wiąże się z tym wyrzeczenie się zdolności do poznawania prawdy, co grozi relatywizmem.”

 

1 luty 2003 – 1 luty 2017

urodziny :)

Czekanie

kolędy przed Narodzeniem

małżeństwo przed ślubem

seks przed miłością

dom przed własnością

wypłata przed pracą

wyniki przed badaniami

osądy przed Ostatecznym

 

nie umiemy czekać

umrzemy przed śmiercią

 

Wojciech Węgrzyniak

9 XII 2014

27.11.2016 I niedziela adwentu

„Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych” C. Larson

my i oni

pogadaliśmy, kolejny raz, on lewak ja konserwa

lubimy to robić i denerwuje nas sztywny i mijający się z rzeczywistością podział na: prawicowy bezmózgowy katol patriota moher średniowiecze vs lewak postępowy oświecony inteligenty oczytany

perfekcjonizm zabija

Od pewnego czasu mam poukładane w głowie, że nie muszę mieć poukładane w szafie. Lubię porządek i ład, potrzebne mi to do pracy i odpoczynku. Ale nie muszę mieć perfekcyjnie poukładanych ciuchów w szafie. Mam inne priorytety, szkoda czasu na „zasprzątanie” się na śmierć. Nie chcę, żeby Lena za 20 lat powiedziała, że pamięta mamę, która wiecznie sprzątała. Przeraziło mnie pewne zachowanie, wstaję z kanapy a gospodyni już poprawia za mną poduszki, nim doszłam do wyjścia – gospodyni już myła moją filiżankę. Nie znoszę opowieści o tym jak to trzeba sprzątać, myć, układać, znowu okna na święta umyć; a już najbardziej nie ogarniam tematu plotkowania – jak to ktoś miał w domu bałagan. No i co z tego? Był bałagan, ich bałagan, może im to nie przeszkadza, może tak lubią, może mają inne ważniejsze sprawy na głowie. Dom to nie muzeum. Znam też domy perfekcyjnie posprzątane, szkoda że ludzi nie mają poukładanego perfekcyjnie życia, w głowie i sercu syf aż uszami wychodzi. Najbardziej jednak rozczarowało zauroczenie drugim człowiekiem. I nie mówię tu o relacjach damsko-męskich. Chodzi raczej o zachwyt tym, jak ktoś żyje, co je, jak mieszka, co czyta itd. Owszem pewien rodzaj inspiracji i motywacji jest potrzebny ale … żeby zachwycać się u kogoś bluzką, torbą, ksiażką, szminką, ciastem, długopisem, wyjazdem, foremką do ciasta … litości. Ludzie to nie bogowie. Wyleczyłam się z tego absolutnie. Zrzuciłam balast. Dość brutalnie przekonałam się na własnej skórze, że taki zachwyt bywa ulotny, a ci „perfekcyjni” zazdrośni i kłamliwi.

„Perfekcjonizm zaliczam do wad ludzkich, gdyż zabija on relacje, a w najlepszym wypadku w sposób poważny je upośledza. Często spotykam się z pochwałą perfekcjonizmu z ust ludzi wielbiących tak zwanych wielkich tego świata. Czynią to z powodu nieprzepracowanych kompleksów własnych. Jest niezmiernie niebezpieczne bezmyślne, lub „małomyślne”, wpatrzenie w jakiegokolwiek człowieka. Dlaczego? Bo żaden człowiek nie jest dostateczny. A my tak często – za często – szukamy doskonałości, jakiejś świętości, wielkości, rzekłabym – nieba, tu na ziemi. Chcemy czuć się ważni i akceptowani albo przez to, co robimy sami dla świata, albo próbując grzać się przy ludziach, których z jakichś względów wielbimy, czcimy niemalże. Uważam, że nie jest dobre hołubienie w sobie perfekcjonizmu, bo nie jest dobre wymaganie od innych tego, czego my od siebie samych oczekujemy. Każdy jest inny i co jednego wzmocni, innego już zabije. Perfekcjonizm także sprawia, że omotany człowiek może nie szanować odmiennych, nierzadko mniejszych w danej dziedzinie, talentów innych osób. Może zacząć mierzyć czyjeś człowieczeństwo umiejętnościami, zamiast spojrzeć w głąb drugiego człowieka i po prostu okazywać sympatię.”

Natalia Niemen „Niebo będzie później”

09.11.2016 wybory w USA

E tam jakaś Hameryka nas podnieca, jak to ujął jeden z doradców hamerykańskich – Ameryka to najbardziej infantylny kraj świata. Cóż …

Po dzisiejszych wyborach nowego prezydenta najbardziej cieszy mnie porażka bankstersko-korporacyjno-salonowej opcji wspieranej w sposób czasem wręcz bandycki przez kupione media.

Owczarek jak zawsze w punkt :)

„Wygrała zatem dżuma, cholera przegrała. Każdy wynik tych wyborów byłby w mojej opinii fatalny dla świata i Polski, dlatego nie będę się rozwodzić nad konsekwencjami wybory Trumpa. Pozwólcie, że podzielę się tylko kilkoma przemyśleniami na poziomie meta-politycznym, które wynikają z tych i kilku poprzednich wyborów na świecie.

Mamy kolejny blamaż ośrodków badania opinii publicznej, które jeszcze wczoraj dawały mniejszą lub większą przewagę Clinton. Coraz wyraźniej widać w związku z tym dwie rzeczy: po pierwsze, ośrodki badania opinii na całym świecie ewidentnie wyszły z roli obserwatorów i analityków i tym razem również stanęły po jednej ze stron. Każdy, kto choć trochę liznął socjologii i psychologii społecznej wie, że odpowiednie spreparowanie pytań ma bardzo istotny wpływ na wyniki badań; po drugie, ludzie pod nawałą propagandy przeciwko Trumpowi nie przyznawali się ankieterom, że zamierzają na niego głosować.

Kolejny wniosek: tzw. main stream w mediach albo zupełnie nie rozumie mechanizmu demokratycznego albo świadomie go upraszcza aby pasował do ich tezy. Chodzi o to, że znowu zagraniczni i rodzimi komentatorzy (jak przykładowo pan Żakowski z TOK FM) wprost mówią, że na Trumpa zagłosowali ci gorsi Amerykanie, ci z mniejszych miejscowości, słabiej wykształceni, mniej zarabiający, jednym słowem: biedna ciemnota ze Środkowego Zachodu. Dokładnie taką samą narrację słyszeliśmy po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych w Polsce – że na PiS głosuje niewykształcona, biedna wielodzietna ciemnota z Podkarpacia i Lubelszczyzny. To świadomy zabieg manipulatorski mający na celu przyklejenie piętnującej etykietki każdemu, kto ma inne poglądy niż tzw. „elity”. W tego typy twierdzeniach mamy jedno potężne przekłamanie: to, że Trump nie wygrał, dajmy na to, w Nowym Jorku nie oznacza, że nie uzyskał tam np. 30% głosów. To, że np. 60% ludzi z wyższym wykształceniem zagłosowało na Clinton pokazuje jednoznacznie, że 40% ludzi z wyższym wykształceniem zagłosowało na Trumpa.

Ostatni wniosek: tzw. elity już zupełnie oderwały się od rzeczywistości. Na Trumpa ludzie głosowali nie dlatego, że podoba im się jego prostacki image ale dlatego, że zrobił to, czego nie są w stanie zrobić elity – zrozumiał ludzkie bolączki i lęki: coraz niższe płace realne będące efektem globalizacji, której jednym z głównych elementów jest wykorzystywanie taniej siły roboczej w krajach Azji Południowo-Wschodniej; coraz mniejsze poczucie stabilności a tym samym w coraz mniejszym stopniu zaspokojona fundamentalna potrzeba ludzka, potrzeba bezpieczeństwa; coraz większe zagrożenie, że się „będzie nie u siebie we własnym kraju” wynikające z emigracji, itd. itp. Nic więc dziwnego, że wygrywa kandydat, który na te – i wiele innych – obaw i lęków odpowiada, przy czym abstrahuję od tego, czy odpowiada we właściwy sposób. A mówienie, że Trump jest skrajny w swoich poglądach to zupełne nieporozumienie. Jeśli rządy i elity na świecie nie wyciągną właściwych wniosków i nie odpowiedzą na coraz głośniejsze pomruki mas, to za pięć, maksymalnie dziesięć lat wybory wygrywać będą partie i ludzie przy których Trump to jelonek Bambi. Czego sobie i Państwo gorąco NIE życzę.”

sztuka współczesna – rozmontowywanie normalności

Zaczęło się od tego, że pewnej soboty wybraliśmy się rodzinnie do Muzeum Śląskiego w Katowicach. Budynek i wystawy zacne. Z pewnością tam wrócimy nie jeden raz. Jedyne co nas przeraziło, to sztuka współczesna. Lena przebiegła dość szybko tę część a mnie zastanowiło, co autorzy chcieli nam przekać… do dziś nie wiem. Wiem jedno, sztuka współczesna nie przemawia do mnie w żaden sposób. I taka mała refleksja.

Jeśli tworzysz idee, należy pamiętać, że najsilniejszym tekstem czy obrazem jest twoje życie. Jeśli człowiek tworzy idee, a jednocześnie, jak Jan Jakub Rousseau, żyje przeciwko nim, to ja tego nie kupuję. Mamy koniec ery nowożytnej i koniec pomysłu, że intelektualista może co innego mówić, co innego robić. Zgodność życia i sztuki to było już marzenie Edwarda Stachury. Bo tym miało być „życiopisanie”, życie ma być sztuką. A komu to się udało? Współcześnie zwykli ludzie są bombardowani sztuką, która odrzuca dobro. A dla mnie to nie jest sztuka, to promocja pewnych idei, to jest wrogie człowieczeństwu. Programem powinna być Prawda Dobro Piękno. A jeśli współczesną sztukę trzeba tłumaczyć poprzez uniwersyteckie katedry, symbole przekładać na pojęcia, to znaczy, że to nie jest sztuka. Ona nie jest zrozumiała sama przez się. Chodzi o to, by wprowadzać w człowieka brzydotę i chaos. Dziś sztuka nasącza ludzi złem. Jednocześnie każda próba pokazania dobra poprzez sztukę spotyka się z potwornym atakiem. Ma się wrażenie, że chodzi o totalne rozbicie rodziny, wspólnoty, państwa, narodu. Problem w tym, że literatura do czasów nowożytnych mówiła słabości „nie”, mówiła: „staraj się być lepszym”. Opisano to, jako literaturę dydaktyczną, ośmieszano. Zamordowano wzorcotwórczą rolę sztuki. A sztuka ma zawsze człowieka podnosić. A dziś sztukę używa się do rozmontowywania normalności. Ta nowożytna rewolucja wzięła na cel każdą sferę wartości, każdą.