Archiwa

Akceptacja oparta na realizmie

Nie chodzi i bierne akceptowanie zachowań, które nie są do przyjęcia. Jeśli jednak kiedyś przyjrzysz się krytycznie swoim nierealnym oczekiwaniom, a także temu, co bezpośrednio prowadzi do konfliktów (z osobami, których pewnych zachowań nie tolerujesz), wtedy być może dostrzeżesz zarysy mapy swoich emocji, na której kształt możesz mieć wpływ.

Należy stoczyć ze sobą poważną walkę, próbując zaprzestać ciągłego powtarzania: „ja mam rację, a oni nie” i wyzbyć się samozadowolenia, które płynie z takiego właśnie postrzegania problemów.

Ludzie mogą dać z siebie tylko tyle, na ile ich stać, i mogą być tylko tym, kim już są. Wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy niedoskonali, wszyscy też jesteśmy tacy, jakimi ukształtowało nas życie. Zrozumiałam, że łatwiej żyć w spokojnym i pełnym miłości związku, nawet z ludźmi niedoskonałymi, niż w poczuciu alienacji, samotności. Realistyczna akceptacja sprawiła, że moje życie stało się o wiele lepsze.

Trzeba wyzbyć się złości, która nie służy ci dobrze, i znaleźć spokój pojawiający się wraz z realistyczną oceną tego, co jest możliwe do osiągnięcia w twojej relacji z osobami, których pewnych zachowań nie lubisz.

Podstawową rolę w rozpatrywaniu zależności między -lękiem społecznym a obrazem ciała – zdaje się odgrywać koncentracja na sobie.

Koncentracja sytuacyjna oraz dyspozycyjna – osobowościowa, powiązana z ogólną orientacją życiową – orientacją na siebie, która wyraża się w egocentrycznym, indywidualistycznym, rywalizacyjnym wręcz wrogim nastawieniu do innych ludzi.

Korzystna tendencja, która chroni przed rozwojem negatywnej postawy wobec własnego ciała i lęku społecznego, polega na zwróceniu się na zewnątrz – orientacji ku ludziom, postawie altruistycznej i nastawieniu na współpracę.

Energia kroczy zawsze za uwagą.

(Uważaj na co zwracasz uwagę, co cię najbardziej zajmuje w życiu, na co tracisz energię. Czy aby zawsze są to sprawy najważniejsze dla siebie? A może to dziedziny na które nie masz wpływu, albo których nie zmienisz a tracisz niepotrzebnie swój czas i energię).

Strach niszczy fizycznie i psychicznie.

(Lęk, strach, obawa – zabija każdą komórkę naszego ciała i umysłu.)

Dekalog pojednania

1. Akceptować z radością samych siebie takimi, jakimi jesteśmy.

2. Brać pod uwagę bardziej to, co otrzymaliśmy, niż to, czego nam brakuje.

3. Raczej dziękować niż się skarżyć.

4. Mówić dobrze o innych i to na cały głos.

5. Nigdy nie porównywać siebie z innymi – takie porównanie prowadzi tylko do dumy albo do rozpaczy, nigdy nie dając szczęścia.

6. Żyć w prawdzie, nie bojąc się nazywać dobrem tego, co dobre i złem tego, co złe.

7. Rozwiązywać konflikty poprzez dialog, a nie siłę. Chowanie urazy zamyka jedynie w smutku.

8. W takim dialogu zaczynać od tego co łączy i nie atakować z powodu tego, co dzieli.

9. Uczynić pierwszy krok ku pojednaniu jeszcze przed początkiem wieczoru :)

10. Być przekonanym, że przebaczenie jest ważniejsze od faktu posiadania racji.

Przebaczenie staje się istotnym czynnikiem kształtowania odpowiednich relacji rodzinnych, bowiem każdy wysiłek przebaczenia podejmowany przez człowieka, jest wyrazem wiary i troski wobec międzypokoleniowego dziedzictwa i potomności wszystkich ludzi.

15.01.2018

Rodzicielstwo to jedyny rodzaj miłości, w której celem jest rozdzielenie, a nie zbliżenie.

Dla dobrych rodziców bezpieczny wylot piskląt z gniazda jest stemplem akceptacji pod robotą, jaką wykonali wychowując je.

Perfekcjonizm zabija

Zabija głównie relacje z innymi. Uważam, że przesadny perfekcjonizm to cecha ludzi egoistycznych. Tylko egoista zaślepiony swoim idealnym postrzeganiem świata nie otworzy się na innych. Nie odnajdzie w drugim człowieku dobra i wartości. Nie będzie chciał uczyć się od innych. Sam przecież wie najlepiej. Jeszcze gorzej kiedy perfekcjonista wymaga od innych perfekcjonizmu. Wówczas każdy w jego oczach jest gorszy, inny czyli gorszy. Boję się takich ludzi, takich domów, takich relacji.

Oczywiście nie jestem zwolennikiem bylejakości. Nie chodzi tu o ogólne odpuszczenie wszystkiego co robimy, tworzymy itp. Chodzi o nadmierny perfekcjonizm a w psychologii jest on nazywany dewiacją, która praktycznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Lęk przed nieprzewidywalnością życia odbiera radość i sens życia. Przesadny perfekcjonista nigdy nie zdobędzie się na uważność chwili, na celebrację momentu na spokój i normalność.

Można nauczyć się dystansu :)

Etos siłaczki

Etos siłaczki kobiety matki polki. Pracuje zawodowo, wychowuje dzieci, pierze, sprząta, gotuje, prasuje, ma boskie wyćwiczone ciało i zna trzy języki i absolutnie nigdy nie narzeka… Perfekcyjnie poukładane ciuchy w szafach, książki kolorami ułożone, dzieci chodzą jak w zegarku, tylko ten mąż wraca do domu wieczorem… A to o perfekcyjności… a to będzie następnym razem :)

Wróćmy do naszej kobiety bohaterki. Zawsze ale absolutnie zawsze jak opowiadam co ugotowałam to kobieta siłaczka odpowiada – no co ty, ja to jeszcze okna umyłam :) Kobieta siłaczka zawsze ma wszystko zrobione najlepiej, ty to jesteś syfiara i nie masz prawa równać się z czystością okien. Kobieta siłaczka nigdy nie jest zmęczona a jej odpowiedź na wszelkie próby utyskiwania kwituje: … dawniej kobiety w polu rodziły, albo moje ulubione – mnie dzieci nikt nie wychował! Kiedyś nie było mleka, kaszek i pampersów więc zamknij się niewdzięczna i zacznij doceniać to, co masz. I choćbyś padła na twarz masz się cieszyć bo kiedyś to wojna była a teraz pokój. I znowu kobieta kobiecie … te czynne zawodowo zarzucają tym w domu, że leniwe, wygodne i życia nie znają. Te siedzące w domu tym pracującym, że czasu dla dziecka nie mają, obiad z mrożonki a dziecko w świetlicy. I choćby nie wiem jak się człowiek starał zawsze znajdzie się kobieta siłaczka, która powie – a przecież dziś każdy nie ma czasu i zmęczony.

Każdy w rodzinie ma prawo do smutku, gorszego czasu, płaczu, zmęczenia, odizolowania się. Na serio nie obchodzą mnie porody w polu i tamta znieczulica!

Bliskość

Bliskość w rodzinie to kapitał na resztę szczęśliwego życia.

Przeraża mnie wizja domu, w którym każdy zna swoją rolę i odgrywa ją z zacięciem jakby walczył o oscara. Oczywiście każdy gra lepiej od drugiego, surowe zasady nigdy nie są łamane, nigdy nie wolno zasmucić tatusia a mamusia ma słabe serduszko i nie wolno jej zamęczyć. W takich rodzinach na miłość się zasługuje, na przytulenie nie ma mowy a uznanie zdobywa się przez wyniki w szkole, pierwsze miejsca w konkursach i zaliczanie kolejnych drabinek w edukacji. Poprzeczka wciąż wysoko więc nawet nie wiadomo czy kiedykolwiek uda nam się wejść na pierwszy szczebel. Jeśli tatuś piastuje wysokie stanowisko urzędnicze lub jest prawnikiem czy lekarzem, oczywistą sprawą dla rodziców jest, że dziecko musi iść w ślady ojca. No przecież to wstyd żeby było inaczej. Nie ma pochwał, radości, uznania, nagród. Są kary, dyscyplina i … praca ponad wszystko. Bo praca to sens życia.

 

Jakie dziecko wychodzi z takiej rodziny? Poranione. Nieszczęśliwe. Bo dziecko całe życie słyszało, że tylko ciężka praca daje sukces. A zapomniano o słowie kluczu – pasji. Co jest moją pasją, co chciałbym robić, co da mi satysfakcję? Odbiegłam od tematu, bo to kolejna rozpiska będzie. Wracając do bliskości – dziecko kochamy za to, że jest, obojętnie jakie ono jest. Kocha się bezinteresownie, na miłość nie trzeba sobie zasłużyć. Jeśli siadasz z wnuczką nie pytaj kim chce być, zapytaj jak się dziś czuje? Nie pytaj ile zna języków, zapytaj jakie ma plany na weekend? Nie pytaj o świadectwo ze szkoły bo nic ci do tego, weź na spacer, lody i kup książkę ale taką, jaka zostanie wybrana przez wnuczkę nie przez ciebie. Dziecko ma czuć się kochane, ma czuć się bezpiecznie, może zaufać wiedząc, że ma prawo przyjść do dorosłego z wszystkimi problemami. Dziecko ma prawo do wyboru, ma prawo do płaczu, buntu, złych emocji, gorszych dni. Dziecko nie jest narzędziem w ręku dorosłych. Jest od początku do końca odrębną jednostką zasługującą na szacunek i miłość.

Wycieram kurz*

aż wstyd. Tyle czasu. W dobie insta wszystko podane na już, i tekst i zdjęcie i ewentualne komentarze. Powrót do historii też ułatwiony a więc blog zakurzony. Czeka.

W okolicach 40tki człowiek układa siebie na nowo. Jak już do niej dobiję to być może będzie z górki, w sensie poukładane to i owo. Układam od kilku lat. Powoli, mozolnie, raz trzy kroki do przodu, potem dwa w tyłu. Ale liczy się ruch, rozwój, zgłębianie siebie, nazywanie, wnioski, praca, samorozwój. Poczucie własnego ja, własnej wartości, wdzięczność za to co mam.

Porażki i sukcesy. Jeśli napiszę, że moim największym sukcesem jest dobry i spokojny dom, ominęłam porażkę zwaną „gonitwą” i mam ten luksus, że stać mnie na różnorodność zajęć od pracy po trening, gotowanie i bycie z córką i mężem – jestem normalna? Takie zwykłe, proste, ciche życie bez fajerwerków jest dziś postrzegane jako fajne? A gdzie dalej, że luksus? Uroda małych rzeczy dookoła mnie cieszy najbardziej. Nie mam zamiaru sięgać do gwiazd. I nie, że jestem leniem. Zwyczajnie do szczęścia nie trzeba mi wiele. A i tak mam za dużo. Nie wszyscy wkoło mają męża-przyjaciela, tego samego od 13 lat; zdrową i mądrą córkę, dach nad głową i środki na chleb i czynsz. Nie wezmę kredytu na 30 lat po to żeby wybudować dom, bo zwyczajnie nie chcę być bankowym niewolnikiem. Nie będę wyjeżdżać do Turcji, Egiptu i innych kurortów bo zwyczajnie to nie moje rewiry marzeń. Zdecydowanie od podróży poza nasz kraj wolę podróżowanie do wewnątrz siebie. Szukanie tego co mnie buduje od środka, szukanie złotego środka, szukanie rejonów, które dadzą mi poczucie spokoju, szczęścia i spełnienia. Odnalezienie wewnętrznego spokoju, niezależnie od tego co dzieje się na zewnątrz to mój osobisty cel.

Jesteśmy pokoleniem wychowanym przez osoby, które nauczone surowości czasów powojennych nie do końca poradziły sobie z wychowaniem potomków. Oczywiście w tym miejscu zaznaczam, że absolutnie nie mam żalu, pretensji i nie zamierzam nikogo oceniać, podsumowywać czy nie daj Boże zmieniać. To we mnie jest chęć zmiany, nazwania, poukładania. Radzę sobie. Bogu dzięki wyrosłam w prostej, dobrej i ciepłej rodzinie; jedynie nieliczne szczegóły wrosły we mnie. Wrosły za bardzo. Żeby nie powielać pewnych schematów trzeba sporo pracy i samozaparcia. Tak przy okazji, wciąż mnie przeraża brak solidarności kobiecej. Chyba nikt tak nie wbija pięknie szpilek jak matka córce, siostra siostrze. Oczywiście, że każda z nas najlepiej wie, najpewniejsza jej racja zawsze we wszystkim. Jakie to smutne. Zamiast po prostu życzyć sobie dobrze i żyć po swojemu, nikomu nie włazić buciorami w intymność.

Taki wstępniak do dalszych rozmyślań …

* tekst dedykowany mojej A., od której uczę się uważności, spokoju, delikatności. dziękuję <3

07.06.2017

„Wol­ność nie włazi w człowieka po przeczy­taniu książek.

Wol­ność przychodzi po spot­ka­niu dru­giego wolne­go człowieka.

Kiedy niewol­nik spot­yka człowieka wol­ne­go al­bo go za tę je­go wol­ność zniena­widzi, al­bo sam sta­je się wolny.”

(Ks. J. Tischner)

Ludzie szczęśliwi nie czują potrzeby wylewania na innych złych emocji.

Ludzie zadowoleni ze swojego życia nie zajmują się życiem innych osób.