Archiwa

autorytet

z łac. auctoritas – (powaga, znaczenie) – pojęcie mające kilka odmiennych, choć nakładających się często znaczeń. Społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach.

W kwestii wiary największym moim autorytetem spośród żyjących jest Benedykt XVI. Skromny i pokorny, niesamowity umysł, teolog którego można czytać i czytać, pełen poczucia humoru. Poniżej postanowiłam wklejać na bieżąco wszelkie cytaty, które są dla mnie cenne.

„Konieczne jest, by kapłani mieli świadomość, że cała ich posługa nigdy nie powinna wynosić na pierwszy plan ich samych lub ich opinie, ale Chrystusa. Każda próba stawiania siebie w centrum celebracji liturgicznej sprzeciwia się tożsamości kapłańskiej. Kapłan przede wszystkim jest sługą i winien ciągle starać się być znakiem, który jako posłuszne narzędzie w rękach Chrystusa, odsyła do Niego. Wyraża się to szczególnie w pokorze, z jaką kapłan przewodzi liturgii, w posłuszeństwie wobec obrzędu, służąc mu sercem i umysłem, unikając wszystkiego, co może sprawiać wrażenie niestosownego stawiania siebie na pierwszym miejscu. Polecam zatem duchownym, by zawsze pogłębiali świadomość własnej posługi eucharystycznej jako pokornej służby wobec Chrystusa i Jego Kościoła. Kapłaństwo, jak mawiał św. Augustyn, jest amoris officium – urzędem dobrego pasterza, który ofiaruje swoje życie za owce.”

„Jeśli w liturgii oklaskuje się ludzkie dokonania, to jest to zawsze ewidentny znak tego, iż całkowicie zagubiono istotę liturgii i zastąpiono ją rodzajem religijnej rozrywki.”

„Po Soborze Watykańskim II powstało wrażenie, że w sprawach liturgii papież może właściwie wszystko, szczególnie jeśli działa w imieniu soboru powszechnego. Ostatecznie w świadomości Zachodu idea odgórności liturgii, która nie jest podatna na dowolne jej „robienie”, w dużym stopniu zanikła. W rzeczywistości jednak Sobór Watykański I bynajmniej nie definiował papieża jako absolutnego monarchy, lecz przeciwnie – jako gwaranta posłuszeństwa wobec posłanego Słowa. Pełnomocnictwo papieża związane jest tradycją wiary, a to obowiązuje także w zakresie liturgii. Liturgia nie jest “robiona” przez urzędy. Również papież może być jedynie pokornym sługą jej prawidłowego rozwoju oraz jej trwałej integralności i tożsamości.”

„Ta mniej liczna grupa będzie promieniować radością w świecie. A więc jest to atrakcja, jak w dawnym Kościele. Nawet gdy Konstantyn uczynił z chrześcijaństwa religię państwową, liczba wiernych w tamtych czasach była niewielka, ale było oczywiste, że jest przyszłość. (…) A zatem, powiedziałbym, że jeśli będziemy mieli młodych ludzi z prawdziwą radością wiary i promieniowanie tej radości wiary, to będzie to przesłanie dla świata: „Nawet jeśli ja nie umiem tego podzielać, nawet jeśli w tej chwili nie potrafię się na to nawrócić, to jest to właściwy sposób życia na przyszłość.”

„Z dzisiejszego kryzysu wyjdzie Kościół jutra. Kościół, który wiele utracił, stanie się maluczkim i będzie musiał zaczynać od początku. Nie będzie już mógł wypełnić wiernymi świątyń, które zostały zbudowane w okresach wielkiej „koniunktury”. Wraz z liczbą swoich zwolenników utraci wiele przywilejów w społeczeństwie, ale będzie się czuł silniejszy niż dotychczas, bo będzie dobrowolną wspólnotą, złożoną ze zdecydowanych ludzi. Jako mała społeczność będzie o wiele mocniej angażował inicjatywę swoich poszczególnych członków. W wierze i modlitwie pozna znowu swoje właściwe centrum, a sakramenty przeżywać będzie znowu jako służbę Bożą, a nie jako problem struktury liturgicznej.”

„Służalczość pochlebców, tych, którzy unikają i obawiają się wszelkiego starcia, którzy cenią nade wszystko święty spokój, nie jest prawdziwym posłuszeństwem. To, czego Kościół dzisiaj potrzebuje, tak jak zresztą zawsze potrzebował, to nie pochlebcy pomagający zachować święty spokój, ale ludzie gotowi stanąć twarzą w twarz wobec każdego nieporozumienia i ataku, które może sprowokować ich postawa, jednym słowem ludzie, którzy bardziej kochają Kościół niż wygodne i bezkonfliktowe życie.”

„Wielką pokusą – i zdradą tożsamości Kościoła – jest przeobrażanie go w jakiś utopijny ruch, którego jedynym celem jest zmiana świata na lepszy. Wiąże się z tym wyrzeczenie się zdolności do poznawania prawdy, co grozi relatywizmem.”

 

1 luty 2003 – 1 luty 2017

urodziny :)

Czekanie

kolędy przed Narodzeniem

małżeństwo przed ślubem

seks przed miłością

dom przed własnością

wypłata przed pracą

wyniki przed badaniami

osądy przed Ostatecznym

 

nie umiemy czekać

umrzemy przed śmiercią

 

Wojciech Węgrzyniak

9 XII 2014

27.11.2016 I niedziela adwentu

„Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych” C. Larson

my i oni

pogadaliśmy, kolejny raz, on lewak ja konserwa

lubimy to robić i denerwuje nas sztywny i mijający się z rzeczywistością podział na: prawicowy bezmózgowy katol patriota moher średniowiecze vs lewak postępowy oświecony inteligenty oczytany

perfekcjonizm zabija

Od pewnego czasu mam poukładane w głowie, że nie muszę mieć poukładane w szafie. Lubię porządek i ład, potrzebne mi to do pracy i odpoczynku. Ale nie muszę mieć perfekcyjnie poukładanych ciuchów w szafie. Mam inne priorytety, szkoda czasu na „zasprzątanie” się na śmierć. Nie chcę, żeby Lena za 20 lat powiedziała, że pamięta mamę, która wiecznie sprzątała. Przeraziło mnie pewne zachowanie, wstaję z kanapy a gospodyni już poprawia za mną poduszki, nim doszłam do wyjścia – gospodyni już myła moją filiżankę. Nie znoszę opowieści o tym jak to trzeba sprzątać, myć, układać, znowu okna na święta umyć; a już najbardziej nie ogarniam tematu plotkowania – jak to ktoś miał w domu bałagan. No i co z tego? Był bałagan, ich bałagan, może im to nie przeszkadza, może tak lubią, może mają inne ważniejsze sprawy na głowie. Dom to nie muzeum. Znam też domy perfekcyjnie posprzątane, szkoda że ludzi nie mają poukładanego perfekcyjnie życia, w głowie i sercu syf aż uszami wychodzi. Najbardziej jednak rozczarowało zauroczenie drugim człowiekiem. I nie mówię tu o relacjach damsko-męskich. Chodzi raczej o zachwyt tym, jak ktoś żyje, co je, jak mieszka, co czyta itd. Owszem pewien rodzaj inspiracji i motywacji jest potrzebny ale … żeby zachwycać się u kogoś bluzką, torbą, ksiażką, szminką, ciastem, długopisem, wyjazdem, foremką do ciasta … litości. Ludzie to nie bogowie. Wyleczyłam się z tego absolutnie. Zrzuciłam balast. Dość brutalnie przekonałam się na własnej skórze, że taki zachwyt bywa ulotny, a ci „perfekcyjni” zazdrośni i kłamliwi.

„Perfekcjonizm zaliczam do wad ludzkich, gdyż zabija on relacje, a w najlepszym wypadku w sposób poważny je upośledza. Często spotykam się z pochwałą perfekcjonizmu z ust ludzi wielbiących tak zwanych wielkich tego świata. Czynią to z powodu nieprzepracowanych kompleksów własnych. Jest niezmiernie niebezpieczne bezmyślne, lub „małomyślne”, wpatrzenie w jakiegokolwiek człowieka. Dlaczego? Bo żaden człowiek nie jest dostateczny. A my tak często – za często – szukamy doskonałości, jakiejś świętości, wielkości, rzekłabym – nieba, tu na ziemi. Chcemy czuć się ważni i akceptowani albo przez to, co robimy sami dla świata, albo próbując grzać się przy ludziach, których z jakichś względów wielbimy, czcimy niemalże. Uważam, że nie jest dobre hołubienie w sobie perfekcjonizmu, bo nie jest dobre wymaganie od innych tego, czego my od siebie samych oczekujemy. Każdy jest inny i co jednego wzmocni, innego już zabije. Perfekcjonizm także sprawia, że omotany człowiek może nie szanować odmiennych, nierzadko mniejszych w danej dziedzinie, talentów innych osób. Może zacząć mierzyć czyjeś człowieczeństwo umiejętnościami, zamiast spojrzeć w głąb drugiego człowieka i po prostu okazywać sympatię.”

Natalia Niemen „Niebo będzie później”

09.11.2016 wybory w USA

E tam jakaś Hameryka nas podnieca, jak to ujął jeden z doradców hamerykańskich – Ameryka to najbardziej infantylny kraj świata. Cóż …

Po dzisiejszych wyborach nowego prezydenta najbardziej cieszy mnie porażka bankstersko-korporacyjno-salonowej opcji wspieranej w sposób czasem wręcz bandycki przez kupione media.

Owczarek jak zawsze w punkt :)

„Wygrała zatem dżuma, cholera przegrała. Każdy wynik tych wyborów byłby w mojej opinii fatalny dla świata i Polski, dlatego nie będę się rozwodzić nad konsekwencjami wybory Trumpa. Pozwólcie, że podzielę się tylko kilkoma przemyśleniami na poziomie meta-politycznym, które wynikają z tych i kilku poprzednich wyborów na świecie.

Mamy kolejny blamaż ośrodków badania opinii publicznej, które jeszcze wczoraj dawały mniejszą lub większą przewagę Clinton. Coraz wyraźniej widać w związku z tym dwie rzeczy: po pierwsze, ośrodki badania opinii na całym świecie ewidentnie wyszły z roli obserwatorów i analityków i tym razem również stanęły po jednej ze stron. Każdy, kto choć trochę liznął socjologii i psychologii społecznej wie, że odpowiednie spreparowanie pytań ma bardzo istotny wpływ na wyniki badań; po drugie, ludzie pod nawałą propagandy przeciwko Trumpowi nie przyznawali się ankieterom, że zamierzają na niego głosować.

Kolejny wniosek: tzw. main stream w mediach albo zupełnie nie rozumie mechanizmu demokratycznego albo świadomie go upraszcza aby pasował do ich tezy. Chodzi o to, że znowu zagraniczni i rodzimi komentatorzy (jak przykładowo pan Żakowski z TOK FM) wprost mówią, że na Trumpa zagłosowali ci gorsi Amerykanie, ci z mniejszych miejscowości, słabiej wykształceni, mniej zarabiający, jednym słowem: biedna ciemnota ze Środkowego Zachodu. Dokładnie taką samą narrację słyszeliśmy po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych w Polsce – że na PiS głosuje niewykształcona, biedna wielodzietna ciemnota z Podkarpacia i Lubelszczyzny. To świadomy zabieg manipulatorski mający na celu przyklejenie piętnującej etykietki każdemu, kto ma inne poglądy niż tzw. „elity”. W tego typy twierdzeniach mamy jedno potężne przekłamanie: to, że Trump nie wygrał, dajmy na to, w Nowym Jorku nie oznacza, że nie uzyskał tam np. 30% głosów. To, że np. 60% ludzi z wyższym wykształceniem zagłosowało na Clinton pokazuje jednoznacznie, że 40% ludzi z wyższym wykształceniem zagłosowało na Trumpa.

Ostatni wniosek: tzw. elity już zupełnie oderwały się od rzeczywistości. Na Trumpa ludzie głosowali nie dlatego, że podoba im się jego prostacki image ale dlatego, że zrobił to, czego nie są w stanie zrobić elity – zrozumiał ludzkie bolączki i lęki: coraz niższe płace realne będące efektem globalizacji, której jednym z głównych elementów jest wykorzystywanie taniej siły roboczej w krajach Azji Południowo-Wschodniej; coraz mniejsze poczucie stabilności a tym samym w coraz mniejszym stopniu zaspokojona fundamentalna potrzeba ludzka, potrzeba bezpieczeństwa; coraz większe zagrożenie, że się „będzie nie u siebie we własnym kraju” wynikające z emigracji, itd. itp. Nic więc dziwnego, że wygrywa kandydat, który na te – i wiele innych – obaw i lęków odpowiada, przy czym abstrahuję od tego, czy odpowiada we właściwy sposób. A mówienie, że Trump jest skrajny w swoich poglądach to zupełne nieporozumienie. Jeśli rządy i elity na świecie nie wyciągną właściwych wniosków i nie odpowiedzą na coraz głośniejsze pomruki mas, to za pięć, maksymalnie dziesięć lat wybory wygrywać będą partie i ludzie przy których Trump to jelonek Bambi. Czego sobie i Państwo gorąco NIE życzę.”

sztuka współczesna – rozmontowywanie normalności

Zaczęło się od tego, że pewnej soboty wybraliśmy się rodzinnie do Muzeum Śląskiego w Katowicach. Budynek i wystawy zacne. Z pewnością tam wrócimy nie jeden raz. Jedyne co nas przeraziło, to sztuka współczesna. Lena przebiegła dość szybko tę część a mnie zastanowiło, co autorzy chcieli nam przekać… do dziś nie wiem. Wiem jedno, sztuka współczesna nie przemawia do mnie w żaden sposób. I taka mała refleksja.

Jeśli tworzysz idee, należy pamiętać, że najsilniejszym tekstem czy obrazem jest twoje życie. Jeśli człowiek tworzy idee, a jednocześnie, jak Jan Jakub Rousseau, żyje przeciwko nim, to ja tego nie kupuję. Mamy koniec ery nowożytnej i koniec pomysłu, że intelektualista może co innego mówić, co innego robić. Zgodność życia i sztuki to było już marzenie Edwarda Stachury. Bo tym miało być „życiopisanie”, życie ma być sztuką. A komu to się udało? Współcześnie zwykli ludzie są bombardowani sztuką, która odrzuca dobro. A dla mnie to nie jest sztuka, to promocja pewnych idei, to jest wrogie człowieczeństwu. Programem powinna być Prawda Dobro Piękno. A jeśli współczesną sztukę trzeba tłumaczyć poprzez uniwersyteckie katedry, symbole przekładać na pojęcia, to znaczy, że to nie jest sztuka. Ona nie jest zrozumiała sama przez się. Chodzi o to, by wprowadzać w człowieka brzydotę i chaos. Dziś sztuka nasącza ludzi złem. Jednocześnie każda próba pokazania dobra poprzez sztukę spotyka się z potwornym atakiem. Ma się wrażenie, że chodzi o totalne rozbicie rodziny, wspólnoty, państwa, narodu. Problem w tym, że literatura do czasów nowożytnych mówiła słabości „nie”, mówiła: „staraj się być lepszym”. Opisano to, jako literaturę dydaktyczną, ośmieszano. Zamordowano wzorcotwórczą rolę sztuki. A sztuka ma zawsze człowieka podnosić. A dziś sztukę używa się do rozmontowywania normalności. Ta nowożytna rewolucja wzięła na cel każdą sferę wartości, każdą.

paradoksy

Jakiś czas temu postanowiłam wypisywać współczesne paradoksy. Jest ich tak dużo, że nie nadążam. Ale trafiłam parę dni temu na wykład prof. Andrzeja Zybertowicza „Sześć paradoksów cywilizacji Zachodu” z którymi absolutnie się zgadzam, poniżej podaję za profesorem kluczowe diagnozy.

1. Przyrost bogactwa zwiększa nierówność

W ostatnim czasie nastąpił spadek dochodów klasy średniej państw najbogatszych i stale się bogacących. Z drugiej strony analizy wykazują, że 70 najbogatszych Ziemian wystarczy, by uzbierać połowę majątku wszystkich mieszkańców globu.

2. Przyrost informacji rodzi dezorientację

Zdolności przyswajania informacji przez umysł ludzki są ograniczone. Z całego infozgiełku coraz trudniej wyłuskać to, co ważne. Dziś ani kluczowi decydenci, ani ich doradcy nie wiedzą, jak ustalić, które z licznych trendów są faktycznie wiodące. Zatem priorytety działania wyznaczają na oślep …

3. Globalizacja powiększa niestabilność

Każda złożona relacja społeczna wymaga wzajemnego dopasowywania się. Im większa liczba i różnorodność partnerów, tym więcej obszarów dyskusyjnych i wymagających kompromisów. I czasu na ich osiągnięcie. Ciągle zapominamy, że gdy wszystko jest ze sobą powiązane, wszystko staje się wzajemnie narażone. Gdy złożoność sieci wzajemnych powiązań przekracza pewien poziom, wyłaniają się efekty przez nikogo nieplanowane i często dostrzegane dopiero wtedy, gdy na właściwą reakcję jest już za późno …

4. Przyrost wolności rodzi zniewolenie

Każdego dnia lansowany jest hiperindywidualizm. Głosi się wyzwolenie jednostki od rodziny, tradycji, religii … W rezultacie osamotniona jednostka staje się łupem wielkich korporacji (reklam) i populizmu (marketing polityczny). Zamiast związków międzyludzkich rozkwita przywiązanie do konsumpcji – nowoczesnemu kapitalizmowi bardziej są potrzebni gorliwi konsumenci niż zaangażowani obywatele. Bezrefleksyjna wolność prowadzi do uzależnienia jednostki od sił, których nie rozumie. A infozgiełk utrudnia zrozumienie, że wolność jako dobro społeczne jest owocna tylko w granicach odpowiedzialności wyznaczonej przez wspólnie podzielane wartości.

5. Polityka bezrefleksyjnej otwartości rodzi izolacjonizm

Każdy system społeczny aby przetrwać, musi odpowiednio równoważyć otwartość z zamkniętością. Tymczasem często rozhisteryzowany dyskurs publiczny prowadzi do prześlepienia prostej prawdy – tysiąc uchodźców to problem humanitarny, ale 500 tysięcy to problem bezpieczeństwa. Drzwi zawsze otwarte powodują, że nasz dom przestaje być miejscem, które daje poczucie bezpieczeństwa; w końcu będziemy szukać pokoiku, który da się zamknąć.

6. Szerzenie bezgranicznej tolerancji rodzi zagubienie

O tym co jest dobre a co złe uczymy się od utrwalonej w kulturze mądrości pokoleń. Do tego potrzeba wyznaczonych granic. Gdy wszystko staje się dopuszczalne, odwieczne busole, w tym religijne, przestają działać, a nowych nie potrafimy określić.

Podlasie Warmia Mazury 2016

Ostatnio rzadko robimy w ciągu 15 dni 3 tyś kilometrów samochodem po Polsce. Dlatego warto odnotować nasz tegoroczny wyjazd wakacyjny. Tak, wciąż spędzamy wakacje w Polsce :) Tym razem zaplanowaliśmy takie rejony, w których nigdy nie byliśmy razem.

17.08.2016

W święto świętego Jacka, dzień po 9tych urodzinach Leny ruszyliśmy do Niepokalanowa. Wstyd się przyznać ale nic mi to nie mówiło, Jacek uparł się, że musi tam być. Pierwszy raz w życiu rezerwowałam nocleg w domu pielgrzyma. Głos w słuchawce – niestety zostały już tylko pokoje z łazienką – pomyślałam ooo pięknie… trzeba być gotowym na wszystko. Otóż pokój z łazienką okazał się rewelacyjny a sam Niepokalanów niebem na ziemi. Bo w zasadzie jeśli ktoś chce odpocząć od zabiegania, hałasu i rutyny – tu znajdzie spokój i wyciszenie. Na terenie Niepokalanowa jest klasztor franciszkanów, kaplica, kościół, muzeum, drukarnia, park. Wstyd się przyznać, że nic nie wiedziałam o tym miejscu. Nie wiązałam go z o. Kolbe. A o tym zakonniku wiedziałam tyle, że oddał życie za drugiego człowieka w niemieckim obozie zagłady. Wstyd. Bo po lekturze książki Marii Winowskiej „Szaleniec Niepokalanej” jestem przeogromnie wdzięczna za takiego świętego. Skromny, schorowany, oddany całkowicie Niepokalanej franciszkanin, który swoją pracą, wiedzą, ogromnym talentem, zrobił tyle, ile armia ludzi razem wzięta. Nieprzeciętny umysł. Podróże kształcą, odkrywanie takich miejsc to miejsce w sercu na nowe pokłady nadziei, nowe inspiracje i … autorytet.

Wieczorem po mszy świętej, jeszcze przed zmrokiem zdążyliśmy pojechać do Żelazowej Woli. Posłuchaliśmy Chopina i pospacerowaliśmy pięknymi uliczkami ogrodu. Na noc wróciliśmy do Niepokalanowa.

18.08.2016

Rano po obiecanych intencjach ruszyliśmy w kierunku Podlasia. Oczywiście wcześniej 3 godzinny spacer po Kampinoskim Parku Narodowym. Pan leśniczy kazał szukać łosi, łosi nie było ale za to pyszny obiad w Gościńcu nad Narwią. Hajnówka przywitała nas słońcem i pięknym pokojem w Promyczku na ul. Lipowej 151.

19.08.2016

Białowieski Park Narodowy. Białowieża. Rezerwaty Wysokie bagno i Żebra żubra. Słońce, lasy, zapachy, skansen. Bliny, sery korycińskie, lemoniady. Apropos, kulinarnie do końca wyjazdu spotykała nas dobra kuchnia :) skromne menu ale zawsze świeżo i smacznie. Oczywiście, że skosztowaliśmy kartaczy, sękaczy, serów korycińskich, chłodnika, blinów i kwasu chlebowego. W Białowieży polecamy „Pokusę” naprzeciw hotelu Białowieża a kawę polecam wypić na łące przy dawnej rezydencji gubernatora. Polecam także wiedzę i rozmowę z pracownikami BPN w punkcie informacji turystycznej.

20.08.2016

Z Hajnówki ruszamy do Sokółki. Wcześniej jeszcze spacer wokół Jeziora Topiło do którego z Hajnówki dojeżdża kolej wąskotorowa. Po drodze spacer wokół Jeziora Siemianówka, piknik na polanie. Dojeżdżamy do granicy z Białorusią i mijamy piękne polskie malownicze wioski. Tego szukamy. W Sokółce na ul. 1 Maja 3 trafiamy na świetny apartament, właścicielka dała klucze znajomej, kazała odezwać się jak będziemy wyjeżdżać wcześniej żadnej zaliczki. To się nazywa zaufanie.

21.08.2016

Ruszamy na Podlasie.

Różanystok – szukałam tu śladów o. Klimuszko ale nie znalazłam ale cudowny obraz Matki Bożej i wspaniałe kameralne nabożeństwo zrekompensowało wszystko. Tutaj przyjeżdżają moi znajomi jak do swojej Mamy. Dlatego z pokorą polecam do miejsce. Suchowola – tu była pierwsza parafia ks Jerzego Popiełuszki – niesamowity sentyment. Okopy – wioska z kilkoma domostwami, w jednym z nich urodził się ks. Jerzy – znaleźliśmy go. Mimo, że nowy właściciel domu umieścił na płocie znak – zakaz robienia zdjęć, to samochody przystawały. A można by pięknie oznaczyć miejsce urodzenia błogosławionego. W Augustowie zjedliśmy kartacza i pstrąga. Pospacerowaliśmy wzdłuż kanału i pojechaliśmy na dłuższy spacer Doliną Rospudy. Grzybów był pełen kosz.

22.08.2016

Puszcza Knyszyńska – spacer i wciąż napotykamy miejsca pamięci ofiar wojen.

Supraśl – dla mnie osobiście perełka Podlasia. Mamy szczęście na otwarty prawosławny monaster, Muzeum Sztuki drukarskiej i papiernictwa – przemiły człowiek opowiada tak ciekawie, że ośmielona Lena zadaje mnóstwo pytań, dostaje w nagrodę samodzielnie wydrukowane zakładki do książek. Mamy szczęście bo wychodząc z budynku wita nas świta ochrony, policji i ludzi z aparatami. Przyjechał główny monarcha prawosławia ale nie pytamy już czy wolno zostać. A potem kierunek Biebrzański Park Narodowy. Trasa carska. Rezerwat Czerwone bagno. Na każdym kroku spotykamy cmentarze i mogiły Polaków pomordowanych w czasie I i II wojny światowej. Czytając historie chociażby wioski Grzędy, gdzie jednej nocy zamordowano wszystkich Polaków – a takich wsi jest całe morze – ktoś śmie twierdzić, że nie ważna pamięć, historia???

23.08.2016

Jacek pojechał na Wigry, koniecznie chciał zobaczyć klasztor kamedułów. My zrobiłyśmy sobie babski dzień w Sokółce. Zajazd pod Sokołem rozczarował. Muzeum wspaniałe. Ale Stara Szkoła wymiata – w zasadzie to jedyne takie miejsce z duszą w trakcie całego urlopu. Jeśli będziecie w Sokółce, pewnie z okazji pielgrzymki do kościoła, gdzie zdarzył się cud eucharystyczny – koniecznie pozwólcie sobie na mały odpoczynek właśnie w Starej Szkole. Polecam wszystko bo nic nas nie zawiodło :) Wieczorna msza i zachód słońca z Lenuszą – moje szczęście.

24.08.2016

Ruszamy na Mazury. Szukamy w gps Sądry 3A :) Śpiewamy z Luxtorpedą „jestem głupcem naiwnym dzieckiem nie idę za tłumem mam swoje ścieżki”. Powoli faluje się krajobraz, a to lubimy. Mazury mnie zauroczyły. Jezioro nad którym piliśmy pierwszą kawę zostanie długo w pamięci. Przed noclegiem spacer po Mikołajkach i Rynie. Wrócimy tu. Nasze siedlisko okazało się tym, czego nam trzeba, spokój, piękny pokój, jadalnia z bilardem, Muzeum wsi mazurskiej, cisza. Lena ma dwa koty.

25.08.2016

Giżycko i rejs statkiem. Przystań w Giżycku sprawia, że chce się mieć nowe pasje. Marynarskie :) Marzenie o wypłynięciu na jezioro spełnione. Płynęliśmy na wyspę kormoranów Jeziorem Niegocin przez Kanał Łuczński Jezioro Kisajno Dargin i Dobskie. Słońce nas spaliło i kolejny raz nie mogliśmy się nadziwić, że w końcówce sierpnia mamy takie lato. Twierdza Boyen – XIX wieczna twierdza, potężny obiekt, sześcioramienna gwiazda na przesmyku Kisajno – Niegocin. Robi wrażenie. Most nad Kanałem Łuczańskim, jedyny taki w Polsce zwodzony most obrotowy. Upał 30 stp a ja mam tylko jedne krótkie spodenki :) Idziemy brzegiem J.Niegocin na wzgórze z krzyżem św Brunona – miejsce śmierci tego męczennika.

26.08.2016

Zamek w Rynie. Kupiliśmy w recepcji hotelu bilety i spojrzeliśmy na ekran – plan 5 dniowego pobytu gości weselnych z okazji ślubu Kasi i Darka … Jeziora Ołów i Ryńskie dodają uroku Rynowi. Sam zamek krzyżacki jest z XIV w a mnie zauroczył dodatkowo XIX wieczny wiatrak typu holenderskiego. Polecam też małą przystań, ale jest w niej wszystko – pralnia, baza noclegowa, świetne jedzenie, klimat małego mazurskiego miasteczka z historią. Do Rynu wracaliśmy kilka razy na zakupy i wieczorne spacery.

Wilczy Szaniec. Polecam książkę pana Sławka Adamkowicza „Wilczy szaniec”, naszego przewodnika, kopalnia wiedzy. Choć mnie osobiście to zwiedzanie zdołowało. Wojna jako stan umysłu, gdzie mieszkając w bunkrze ma się czas na herbaciarnię i kasyno? Jedynie psychicznie chory człowiek jest zdolny do takich rzeczy. Hitler jest dla mnie wcieleniem zła, na samą myśl co on miał w głowie czuje się strach. Szkoda, że zamach płk Stauffenberga nie udał się pomyślnie.

Święta Lipka. Taka perełka barokowa umiejscowiona w małej wiosce. Weszliśmy do kościoła w trakcie koncertu organowego, ruchome organy z XVIII w. A takiego przeżycia się nie spodziewałam. Sława tutejszej cudownej figury Matki Bożej z Dzieciątkiem sięga XIV w. Muzeum prowadzone przez zakonników onieśmiela – taki zbiór książek, że nie można było stamtąd wyjść. A smażone kopytka z boczkiem z widokiem na wieże kościelne przy zachodzącym słońcu – chwile godne zapamiętania.

Reszel. Urocze miasteczko nad rzeką Sajną. Wpisane na listę sieci cittaslow – nieśpieszna turystyka to nie jest nasz atut. Ale spacer uliczkami Reszla zapamiętamy i warto tu wrócić na jeden cały dzień. Widoki z zamku biskupów warmińskich z XIV w przepiękne.

Mrągowo Góra 4 wiatrów. Góra zdobyta 165,7 m n.p.m. :) widoki piękne a samo Mrągowo jakby można sobie podarować bo osobiście nie zachwyciło. Może za krótko tam byliśmy. Jezioro Czos piękne!

27.08.2016

Mikołajki i 6 godzinny spacer wokół Jeziora Łuknajno. Jedno z mazurskich jezior musieliśmy obejść dookoła. Padło na Łuknajno i 680 ha powierzchni. W całości to rezerwat przyrody wpisany na listę biosfery Unesco. 2 tyś łabędzi niemych, traszki, żurawie, wydry, bobry, łosie, kormorany, czaple i 3 wieże obserwacyjne i zero człowieka przez 6 godzin. Może wtedy było zbyt upalnie :) Ale za to jak spokojnie i błogo. Jabłka z drzewa, kawa z termosu i góralki na pocieszenie dla sugar monster. Deserów w „Oazie” nie polecamy ze względu na natrętną obsługę i kosmiczne ceny. Ale przystań w Mikołajkach i chiński bazarek ok, co kto lubi :)

28.08.2016

Ryn a potem niedzielne czytanie w naszym Siedlisku i wieczorny spacer nad Jezioro Notyst i kąpiel przy zachodzie słońca.

29.08.2016

Węgorzewo, granica z Rosją. W Węgorzewie aktualnie zamek krzyżacki w remoncie, przystań piękna a jedzenie pyszne, skansen wart uwagi i piękne kamienice. A w Sztynorcie się zakochałam, bo lubię takie małe skromne klimatyczne miasteczka mazurskie. Mam wielką nadzieję, że barokowy pałac arystokratycznego rodu Lehndorffów zostanie wkrótce otwarty do zwiedzania. Spacerowaliśmy w parku, nie znając historii wiedziała, że tu była herbaciarnia a tu kaplica. Przystań też warta polecenia. Pięknie było patrzeć na cumujące statki. Mamerki i Śluzy – podarowałyśmy sobie z Leną kolejne zwiedzanie bunkrów, Jacek poszedł my chilloutowałyśmy przy kawie i soku.

30.08.2016

595 km do domu, trasa przez piękną Polskę poza odcinkiem Radomsko – Częstochowa – okropność. Twój dom może ci zastąpić cały świat. Cały świat nigdy nie zastąpi ci domu. Ale na Mazury wracamy w czerwcu :)